..
bez nazwy

67 | 60134
 
 
2009-05-08
Odsłon: 898
 

Malezja

Siedzac na pokladzie samolotu AirAsia z wielka ulga moglem powiedziec
"Goooooooooooodbye Vietnam", a po zaledwie 3 godzinach bylem w Kuala
Lumpur, miescie wyprzedzajacym Hanoi o wieki cale pod wzgledem nowoczesnosci i mentalnosci.
Pierwsze popoludnie spedzielem walesajac sie po centrum w cieniu
fantastycznych drapaczy chmur, w tym legendarnych Petronas Towers.
Chociaz z reguly od duzych miast wole dzicz, to jest w nich cos
fascynujacego, ze potrafi mnie wciagnac na dluzsza chwile
(i niekoniecznie kiedy sie zgubie).

Potem wybylem juz w ta dzicz, do Cameron Highlands, gdzie troche
pospacerowalem po okolicznych lasach i plantacjach herbaty. To bylo
pierwszego dnia, bo pozostale dwa spedzielem na kanapie, ogladajac
kilka filmow dziennie i majac wszystko inne w glebokim powazaniu. Tak
mi sie po prosto nic nie chcialo robic, to nic nie robilem, a co?

Nicnierobienie kontynuowalem w raju, ktorym w tym przypadku okazaly
sie wyspy Pulau Perhentians, na polocno-wschodnim wybrzezu, gdzie
oprocz nurkowania, lezenia pod palmami, plywania, kajakowania i
czytania, niewiele udalo mi sie zdzialac (tzn. udalo mi sie zrobic sobie dziure w piecie ;), ale dobrze mi zrobilo to takie nicnierobienie, oj bardzo dobrze. W Gokarnie spedzilem kiedys plazujac 4 dni, ale mocno mnie juz wtedy skrecalo. Tutaj 4 dni minely nie wiem kiedy i juz trzeba bylo ruszac dalej - do dzungli.

W Parku Narodowym Taman Negara po raz pierwszy widzialem chyba
prawdziwa dzungle, bo to co bylo do tej pory w Laosie, Kambodzy czy
Nepalu to lasek po prostu, nic wiecej. Wbrew pozorom park jest bardzo
przystepny dla indywidualnych turystow. Szlaki dobrze oznaczone i utrzymane,
podobnie jak system obozowisk i schronow. Sprzet biwakowy mozna
wypozyczyc w parku i juz mozna napierac. Majac tylko 2 dni
zdecydowalem sie tylko na krotkie spacerki i w sumie dobrze, bo forma
fizyczna w Malezji to akurat mi nie dopisywala.

Chociaz jedzenie maja tutaj wysmienite, to przestalo mi wchodzic po 2
dniach czy jakos tak, a pod koniec pobytu dostawalem mdlosci na sam
zapach gotowanych na ulicy "przysmakow", a sr... rozwolnienie nie
puszczalo do samego konca, zadnymi farmaceutykami nie udalo mi sie jej
zastopowac. Na to nalozyly sie temperatury i wilgotnosc i juz bylem...
ugotowany. Nigdy nie myslalem, ze bede szukal windy albo schodow ruchomych tak, jak tutaj ostatnio mi sie zdaza.

Najbardziej intensywny byl chyba final, ktory, podobnie jak poczatek,
spedzielem w KL, gdzie prawie 2 dni wloczylem sie po najwazniejszych
miejscach, mniej wazne zostawiajac na kiedy indziej. Probowalem nawet wybrac sie do filharmonii, ale moj ubior nie przeszedl selekcji na bramce (tzn. buty glownie), wiec odchamiasc sie bede dopiero w domu :)

Tak jak w Wietnamie polowe nocy spedzilem w transporcie, tak w Malezji
na podobny wysilem nie zdobylem sie ani razu. Naturalnie zaluje ze nie
zajrzalem do Malaki czy na Penang, ale mysle ze bedzie jeszcze okazja.
Malezja, dzieki tanim lotom, wyrasta na doskonala baze wypadowa do
Azji Poludniowo-Wschodniej i Australii, wiec pewnie jeszcze tutaj nie
raz wroce, na pewno 2 razy jeszcze w tym miesiacu.

Tytulem podsumowania, Malezja, podobnie jak Tajlandia jest doskonalym
miejscem do odpoczynku od podrozowania. Wszystko jest ladne, czyste,
poukladane, w sklepach sa metki z cenami, a ludzie sa mili. Co nie
oznacza, ze jest nudno, jak wielu twierdzi. Takiej mieszanki
kulturowej jak tutaj ciezko uswiadczyc gdzie indziej - Malajowie,
Chinczycy i Hindusi zyja obok siebie, ladnie ze soba wspolpracuja,
nikt nikogo nie bije. Dopiero tutaj udalo mi sie spotkac
usmiechnietych i zyczliwych Hindusow i otwarte i komunikatywne
Hinduski, co po Indiach bylo mocnym zaskoczeniem, jeszcze sie do tego
do konca nie przyzwyczailem (jak i do widoku rzeczonych w krotkich spodniczkach z... nieogolonymi nogami). A sam kraj jest bardzo piekny, zielony,
zroznicowany krajobrazowo, i mowie tutaj tylko o czesci "polwyspowej",
bo jest jeszcze przeciez Borneo.

To tyle o historii, co do przyszlosci, to czas ucieka niemilosiernie i
juz nie miesiace, a dni zostaly do konca, a wiec chyba mozna mowic juz
o ostatniej prostej, choc w praktyce zostala mi do zrobienia petla i
do samego konca bede wlasciwie oddalal sie od domu. Zostaly jeszcze 2
rozne pieczatki do wklepania w paszporcie i w rezultacie ze 3, moze 4
posty na blogu. Jutro pierwsza nowa pieczatka - na Sumatrze :)
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd