Czerwonymi slepiami straszylem w Singapurze, musze powiedziec, w wielu wypadkach dosc skutecznie, widzac po reakcjach ludzi, ktorzy omijali mnie dosc szerokim lukiem, choc to moge przypisac tez innym czynnikom. Bo Singapur to najczystsze i najbardziej eleganckie miejsce w Europie, a ja po prawie 8 miesiacach w Azji z ta czystoscia to roznie stoje. Dopoki mialem moja podrozna koszule, udawalo mi sie zachowywac jakies pozory normalnosci, ale ta zostala w jakims hotelu w Wietnamie i skonczyly sie resztki "elegancji".
W czasie pobytu w Singapurze nastawilem sie przede wszystkim na muzea. Odwiedzilem Muzeum Historii Singapuru i Muzeum Cywilizacji Azjatyckich. Oba fenomenalne, z bogatymi ekspozyacjami, uzupelnionymi interaktywnymi multimediami, do tego swietnie zorganizowane. Zwlaszcza to drugie bylo dla mnie super podsumowanie mojego pobytu w Azji, choc takiego ogromu informacji niestety nie da sie przyswoic w ciagu jednego dnia.
Wybralem sie tez do Singapurskiego Zoo i znowu jestem pod niesamowitym wrazeniem tego, co widzialem. Trudno nazywac to miejsce zoo majac tylko polskie doswiadczenia w tej kwestii, chetniej nazwalbym to parkiem. Klatki na przyklad nie widzialem zadnej nigdzie. Odwiedzajacy chronieni sa porosnietymi pnaczami ogrodzeniami, glebokimi, ale takze zarosnietymi fosami, cieniutkimi kabelkami pod napieciem, ktorych jednak nie widac na pierwszy rzut oka, a wszystko tak zaprojektowane ze lwy, niedzwiedzie polarne czy gepardy ma sie doslownie na wyciagniecie reki. Co chwile odbywaja sie tez karmienia zwierzat, bardzo podobne do tych jakie widzialem w programach Steva Irvina, ktory z reszta blisko wspolpracowal z tamtejszym zoo. No i wreszcie udalo mi sie znalezc kobre krolewska, choc teraz akurat to sie ciesze, ze nie udalo mi sie tego czegos znalezc na wolnosci, bo zdjecia i opisy nie oddaja sprawiedliwosci tym potworom.
Singapurskie popoludnia spedzalem wloczac sie po chinskiej i indyjskiej dzielnicy i musze powiedziec, ze akurat do Singapuru na "swiatynie" nie ma sensu przyjezdzac.Fajnie bylo natomiast polazic po centrach handlowych i popatrzec sobie na rozne cudenka (gdyby dolar kosztowal tyle, co rok temu, to na patrzeniu by sie pewnie nie skonczylo), azory wieczorami popatrzec w ekran kinowy albo pogabic sie na zycie w tym supernowoczesnym miescie z jadlodajni ulicznych, przy taniutkim jedzeniu.
Bo Singapur nie jest bardzo drogi wbrew temu, co sie mowi. Wydalem tutaj sredniu wiecej pieniedzy, niz gdziekolwiek indziej, ale dlatego, ze chcialem, a nie dlatego ze musialem. Najdrozsze jest spanie, drozsze niz gdziekolwiek indziej, ale juz wstepy np. do muzeow tansze niz w Kambodzy czy Indonezji, a nawet Indiach, ale jakosc nieporownywalnie lepsza. Jedzenie na ulicy porownywalne do tego, co placilem w Kambodzy. Generalnie, "niska polka" jest tylko troszke wyzej niz w innych krajach Azji Pld.Wsch., a dla bardziej majetnych istnieje powyzej tego caly wachlarz innych, bardziej kosztownych opcji. W tej kwestii konkluzja jest taka, ze jak sie chce placic ceny takie jak lokalsi, to trzeba jezdzic do krajow cywilizowanych, Tajlandii, Malezji czy Singapuru, a jak sie komus trzeciego swiata zachciewa, to trzeba bulic za biala gebe.